Przeproszom za mało przerwa w pisaniu…

Witom wos moi rostomili. Downoch nie pisała, bo powia wom, bez jesiyń czas tak wartko (szybko) leci, że czowiek już nie” nadonżo ” i nie wyrobio „na winklach” ( zakrętach).Jakoś rano ciemno jak pieron, ani sie nie chce zwlyc z wyrka, pies nawet odmawio wyjścia, a jo musza iść do roboty. Dzisio żech sie zmoblilizowała i wreszcie pisza.

fot.Johanka _ niedaleko rzyki Malapana we Zowadzkim.

Moi super fajni kamraci z „szopy”

We transporcie robili same fajne chopy , zwłaszcza na „szopie”, jak my nazywali warsztat kaj (gdzie) reperowali lokomotywy i dźwigi. Robiyli tam same fachmany ( fachowcy) , powia wom, takich ludzi już nie ma. Boł tam taki fajny pan Francik z Tworoga, kiery mioł wielko mondrość życiowo i nieroz my sie porozprawiali ( porozmawiali ). Łon by mógł być moim fatrem (ojcem ), tako była różnica wieku. Jo go bardzo szanowała.

Zaś o gupotach, to szło pogodać z Karlikiem i Jankiem oraz Januszem z szopy, o matko, wiela mi sie uśmioli!

fot. Johanka_Muzeum Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, ekspozycja na powierzchni.

Nastawnia ruchu i moi kamraci dyżurni, nastawnicze i wagowe

Na nastawni kolejowyj, z kierej pracownicy filowali (patrzeli ) z góry z łokien i pilnowali ściepowania (spuszczania ) szlabanów i ruchu lokomotyw i coby żodyn (nikt) nie wloz na glajzy (tory) ani żodno autokara ( wózek akumulatorowy) nie wjechała pod cug (pociąg), wedle trygelplacu ( placu składowego) robili fajni kamraci (koledzy) . Szczególnie wspominom dyżurnego ruchu Pana Leona, Pana Bernarda, pana Zenka, pana Januarego mianowanego Januszem. Pan Leon był przesympatyczny, z dudniącym głosem, takim pełnym radości.

Panie wagowe i nastawnicze były superowe:p.Jadzia , p. Krista, Dana, Wanda, p.Janka, p.Zosia. Kolegowali my sie naprawde. Jo boła o wiele młodszo łod nich ale my sie lubili.

Jak w latach 90 tych weszły Harlequinny, to my kupowali kożdo inkszy tom i my sie wymieniali . Dziołchy boły życzliwe i koleżeńskie.

Króciak i inni …

Jedyn dyżurny ruchu boł mały jakieś 1,5 wzrostu, pracownicy nadali mu ksywka Króciak ( bo na dodatek mioł nazwisko „nie pasujące” do wzrostu – stąd pseudonim ) , a łaził po nastawni w laciach (papciach ) , jego obowionzkiem boło filować ( patrzeć ) , czy maszynka ( lokomotywa) nadjeżdżo, wtedy lecioł do takiej wajchy i ściepowoł (spuszczał ) szlaban.A łobowionzkiem maszynisty boło warciej (szybciej, wcześniej ) , niż podjeżdzało sie do przejazdu dać sygnał dźwiękowy.

Ale boł jedyn taki maszynista, kiery nie lubił pana Króciaka i podjeżdżoł blank (całkiem) pomału , coby nie robić larma ( hałasu ) i zatrzymywoł lokomotywa tuż przez przejazdem i drap znienacka pod łoknem nastawni trombił – jakby kogoś zabiło!!! Nieroz na drugiej zmianie czy nocce człowiek na chwila sie drzymnoł, a tu larmo !!!! Pan dyżurny Króciak wtedy lecioł tak , jakby sie mioł zabić – w tych laciach , wartko (szybko) ściepnoć wajcha . I wyzywoł kamratów z maszynki a łoni sie z niego lachali ( śmiali). Było to śmieszne, ale podłe , tak to teroz widza.

Eksponat_Tarnowskie Góry fot.Johanka

Moje kamratki i dalsze losy zawodowe Johanki

Miałach fajne kraniorki ( suwnicowe) i wagowe, nastawnicze, nieroz my poklachali ( poplotkowali) . Pewnego razu jakiś mondrala we biurowcu Huty wpod na pomysł, że do transportu dołonczy Magazyny. I tak robili. Zyskałach nowych pracowników, inksze ( inne) znajomości, ale i wjyncej łobowionzków. Potym z nos usiłowali zrobić spółka Koltrans, co sie richtig (naprawdę) stało, ale szybko plajtła . Jako staro ksiegowo widziałach co idzie i żech sie przeniesła do inkszej spółki zrobionej np. z wydziału remontowego huty ( Andrzej PUT, potym sie to mianowalo Regionalno Strefa Gospodarczo ) – zanim Koltrans plajtnoł.

Johanka ksiyngowo

Kej tam sie naczło źle dzioć, dostałach propozycjo na Głównego Ksiyngowego do spółki Centrum Serwisu Technicznego we hucie.

Mieliwe tyj spółce pralnia i oddział rymontowy. Zawarłach łoczy i poszłach. Rzut na szeroko woda pozwolił mi sie rozwinonć. Wtedy przyszłach na pomysł, co werci sie iść na studia, bo moje bajtle już boły wiynksze, a chop łobiecoł mi pomóc. I tak Johanka została studentym na stare lata.Ale to rzeczy na inkszo łopowieść.

Mom nadzieja, żeście przeczytali z uśmiechem, bo chyba wyczuwocie moja nostalgia za downymi czasami.

Ło sztudirowaniu napisza łosobny artykuł. Po naszymu łoczywiście.

Johanka

3 KOMENTARZE

  1. Bardzo przyjemnie się czyta o hucie, która odegrała znaczącą rolę w budowie i rozwoju Zawadzkiego. Jestem młodym pracownikiem Walcowni i przyznam, że ze smutkiem spoglądam na otoczenie dawnej huty zdając sobie sprawę, że wiele wydziałów i budynków już nie istnieje, a kolejne popadają w zapomnienie. Wyraźnym symbolem, który jeszcze istnieje jest komin dawnej kotłowni, który jest jak serce huty Andrzej, które przestało bić. Zdaje sobie sprawę jak wiele historii wiąże się z tym zakładem, dlatego bardzo się cieszę że znalazła się osoba która chce się nimi podzielić z innymi oraz utrwalać je aby nie odeszły w zapomnienie. Z pewnością będę tu wracał po więcej, doskonale opisanych wspomnień, szczególnie z czasów które są dla mnie obce.

    • Szanowny Panie Adamie, właśnie dlatego to opisuję.Pisałam pracę o latach 70 i dalej, ale tylko o hucie i miasteczku, oczywiście po śląsku.”Matulka huta w Zowadzkim downyij i terozki”. O to chodzi by ocalić od zapomnienia.Zapraszam do działu Dziennik, i Dzień po dniu, gdzie opisuję moje dzieciństwo w PRL, same podróże sentymentalne. Serdecznie dziękuję za dobre słowo i obiecuję , że będę dalej pisać.Mieszkam w Zawadzkiem, a teraz już mój syn zaczął pracę w hucie. :)Johanka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here