Po lekturze „Kajś ” Zbigniewa Rokity z tego wydawnictwa ( Wydawnictwo Czarne) sięgnęłam po kolejną książkę, szeroko polecaną na Twitterze, gdzie często piszę. Za około 22 złote nabyłam prawdziwą perełkę.

Wydana pięknie z miękką okładką ze skrzydełkami, w czarno białej kolorystyce, licząca 456 stron, o długiej i obszernej bibliografii, mini słowniczku dawnych i obecnych nazw miejscowości i miast.

Sama książka przypomina mi nieco książkę Kajś, nie bezpośrednio w treści, ale pewne elementy są, bowiem nasza śląska przeszłość też jest związana z czasami, kiedy śląskie ziemie były raz polskie, raz niemieckie, jednakże nie ma tu wcale odnoszenia się do śląskości jako takiej. Ta książką jest inna.

Przeczytawszy całą Odyseję Lwowską, którą tu na stronie recenzowałam, pani Magdaleny Kawki, w postaci trylogii : Czas westchnień, czas burz (Lwów i wybuch wojny), Powrót z piekła (zesłanie na Sybir, wojna w Polsce), Nowy początek (przyjazd na Ziemie Odzyskane) – widzę wiele wydarzeń, które stamtąd znam, jednakże pani Karolina Kuszyk starannie to udokumentowała – to rodzaj pieczołowicie zebranego opracowania, a Odyseja Lwowska stanowi fikcję literacką, o losach rodziny Lindner, choć opartą na tych samych wydarzeniach z naszej historii. Zwłaszcza tom III o Ziemiach Odzyskanych pt. Nowy początek .

Poniemieckie – Karolina Kuszyk

Proces prowadzenia narracji zachwyca, autorka swobodnie przenosi nas w różne okresy z historii, cytuje wiele wypowiedzi zwykłych osadników. Niekiedy mówią za ludzi: budynki, przedmioty, skarby, a nawet … słoiki w piwnicy.

Autorka cytuje rodzinne wspomnienia, nawiązuje do pewnych wydarzeń, przez pryzmat losów własnej rodziny czy posiadanych przedmiotów.

Nie jest to nudne, z zapartym tchem czytamy co będzie dalej. Choć w książce nie ma zdjęć, ale oczyma wyobraźni widzimy dawne budynki, powojenną rzeczywistość, urządzanie się ludzi na nowo, w nowych miejscach. Dramaty ludzkie, kiedy wszystko ma słodko gorzki smak…I nie wszystko jest tak jak myśleli.

Ludzie są przesuwani jak pionki na szachownicy.

W naszym umyśle ukazuje się jadący pociągiem wiele dni z Kresów – wraz z rodziną pan Pawlak z filmu „Sami swoi”, nieraz cytowany w książce. Kaźmirz przecież jedzie z dobytkiem i całą rodziną na Ziemie Odzyskane.

Próżno w książce szukać wesołego Pawlaka. Autorka pokazuje prawdziwą rzeczywistość, jaką zastali repatrianci. Poświęca też czas i miejsce wypędzonym Niemcom, których czas i historia pozbawili domów. Zwykli ludzie stali się pośrednio ofiarami własnych rodaków, którzy wywołali wojnę ( Hitler i naziści ).

Wyjaśniona zostaje geneza słowa PONIEMIECKIE, autorka udaje się po nią do profesora Miodka. Musicie doczytać.

Obrazowo opisano powojenny proces spolszczania miejscowości, zmiany nazw, przemalowywanie szyldów itd. – ale w domach pozostały przedmioty i meble, które mają cechy „poniemieckości” i tak będzie przez kilkanaście lat.

Opisano powojenne losy kilku rodzin, konkretnych ludzi, przez co opowieść się personalizuje, jak w zwierciadle czy oku kamery widzimy ich historie rodzinne i identyfikujemy się z nimi.

Bardzo trafnie zobrazowano mentalność ludzi, którzy zostali przesiedleni, ale oni tak naprawdę do końca nie wierzą, że tu zostaną, myślą, że znowu ktoś przyjdzie i ich skieruje gdzie indziej. I tak latami tkwią w nieruchomościach „poniemieckich” nic w nich nie robiąc. A one popadają w ruinę. Zwłaszcza na Dolnym Śląsku.

Jednakże są ludzie, którzy potrafili zagospodarować mienie poniemieckie i wykorzystać jego potencjał.

Ciekawa jest opowieść o granicy zachodniej i pewnym parku z pewnym kamieniem o kontrowersyjnym napisie. Doczytajcie. Część opowieści poświęcono ziemiom na w zachodniej Polsce.

Bardzo poruszył mnie rozdział o chodzeniu na szaber. Kiedy byłam dzieckiem, o chodzeniu na szaber mówiło się, kiedy po cichu zrywało się owoce u sąsiada, kiedy był dreszczyk emocji, czy się uda . Autorka opisuje genezę słowa szaber, kreśli, wpisuje w powojenną rzeczywistość i mentalność ludzi. I jak w soczewce widać – jak wtedy wyglądał prawdziwy szaber. Momentami przysłowiowy włos się jeży na głowie.

Autorka pokazuje, jak często „poniemieckie kieliszki czy bombki przekształcają się rodzinne pamiątki przesiedleńców. To jest pewien proces, który trwa do dzisiaj. Przedmioty o latach mówią …

Kim jest autorka

Pani Karolina Kuszyk ukończyła germanistykę i polonistykę. Jest absolwentką Indywidualnych Studiów Humanistycznych, tłumaczy literaturę niemiecką między innymi: Ilse Aichinger, Maxa Frischa, Bernharda Schlinka, Karen Duve, Antje Rávic Strubel i André Kubiczka.

Jest wykładowcą na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, prowadzi tam zajęcia z przekładu literackiego i krytyki literackiej . Pomieszkuje zarówno w Berlinie i na Dolnym Śląsku. Współpracuje z Instytutem Goethego w Warszawie, jest stypendystką DAAD i laureatką prestiżowego berlińskiego poetry slam w językach słowańskich.

„Poniemieckie” stanowi jej debiut literacki.

Podsumowanie

Wyobraźmy sobie siebie w sytuacji repatriantów – wszystko jest tu obce.

A może to nie zostanie nam dane na zawsze ? – wielu myśli, że ktoś może znów im wszystko odebrać, przecież już raz im odebrano domy, ziemie, majątki na wschodzie...

Żyją w tymczasowości. Ta książka pozwala nam ma poznanie powojennej rzeczywistości ale i teraźniejszości – kiedy domy i rzeczy są poniemieckie…

I nawet po 70 latach natrafiamy np. na miskę z emblematem, który nam mówi, że nie jest polska, ale …poniemiecka.

Pracowitość , staranność w zbieraniu materiałów oraz odtwarzanie z pietyzmem dawnych dziejów powojennej Polski Pani Karoliny Kuszyk – Autorki – wpisują się w każdy wers jej dzieła literackiego. To największa wartość tej książki .

Niezwykłą lekturę polecam Wam z całego serca.

Johanka

Wydawnictwo Czarne 2019 ISBN 978-83-8049-941-6

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here