fot.Johanka

Już żech wom pisała, jak to boło gryfnie (fajnie, ładnie) na budowlanym, ale terozki żech przyszła na transport kolejowy.

Moi kamraty (koledzy) z roboty mie dobrze przyijyli, modo frela (młoda dziewczyna) łosiemności lot staro. Przyszłach do biura, robilach z Mariom, potym z Adelom i paniom Frintzi (magazynierkom), ale łona skorzystała z wcześniejszej pensyji (emerytury) i robili my tsuzamyn ( razem ) krótko.

Dawna Huta im.Świerczewskiego w Zawadzkiem, potem Huta Andrzej S.A.

Jak jo prziszła, my robili we transporcie na 4 zmiany we systymie tzw.czterobrygadówce, to szło tak, żeś robioł 4 dni piyrwszo zmiana, potym dziyń przerwy, potym 4 dni drugo, dziyń przerwy, cztyry dni czecio ( nocka) – potym dwa dni przerwy. I robiło sie cołki czos, jak to godają: świontek , piątek i niedziela.

Potym w latach 90 tych jak huta, tak jak inksze huty we Polsce, naczła mieć kłopoty finansowe, czynść załogi wyciepli (wyrzucili) na pensyje (emerytury ) wcześniejsze, zlikwidowali zmiana D i huta zaniechała robić we soboty, no niekiere ludzie robili, ale tylko jako dyżury, szczególnie walcownia (pompownia i obsługa pieca) , no i wiadomo, ochrona i naszo zakładowo fojerwera ( straż pożarno).

Huta Andrzej z zadku, łod ciongarni i walcowni , fotka robiono ze starego nie istniejącego mostu po drugie stronie Mala Pany. fot.Johanka

Zrobili też tako nowo spółka do sprzontania, tak sie robił raczkujący wtedy outsourcing. Spółka R. sporzontała, wzieła tyż pod sia ( wzięła pod zarządzanie ) kolhoff ( plac węglowy), kaj (gdzie) hutnicy zaopatrywali się w wongiel ( węgiel); potym spółka handlowała rułami (rurami) II klasy, kiere szło taniyj kupić i ludzie kupowali, na centralne i inksze roboty. Dużo prywaciorzy kupowało tyż.

I także ze tyj firmy prziyszły do nos na huta sprzontaczki . Czynść to boły kobiety łod pracowików huty, kierzy tukej przyszli z cołkiej Polski za robotom i miyszkaniem. Łonym boło trudno znyjść inkszo robota i tako praca boła jak z nieba.

Na transport przyszły dwie sprzontaczki, potym ostała jedna. Jedno boła kajś z Polski chyba z Legnicy, drugo ze Gdańska.

Bestóż pisza, bo łone wcale nie godały po naszymu.

Kiedyś, jak chopy szli na flaps ( posiłek regeneracyjny ) na pauzie na frisztig ( śniadanie), po tyj przerwie , kożdy fto mioł chynć , mógł sie kupić tyn ciepły posiłek, jak już robotniki swój zjedli,bo łoni mieli takie bony na tyn flaps, a my, biurokraty i iknsi kierym posiłek nie przysługiwoł, mogli my sie go kupić za gelt ( gotówka , pieniądze).

No i mie sie zachciało zupy , poszłach na walcownia, to boło niedaleko łod transportu, po zupa z oberiby ( zupa kalarepowa) . Richtig syto, z kartofloma. Ida i niesa to, a sprzontaczka z Gdańska pyto: – Asia, co tam masz?

Jo na to : zupa z oberiby. Ona ciepła macha ( zrobiła mina) i nic wiyncyj nie pedziała.

Ale pod koniec szychty już nie strzimała ( nie wytrzymała ) i prziszła do mie i godo: – a z jakiej ryby była ta zupa?

O materdyjo, jak my sie lachali ( śmiali) jo jej wytłumaczyła, że oberiba to kalarepa a nie żodno ryba.

Mom nadzieja, że spodoboł sie mój felieton , byda pisać dalsze czynści.

Johanka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here