Chciałabym Państwu przedstawić książkę Zbigniewa Rokity Kajś Opowieść o Górnym Śląsku. Moja recenzja będzie w języku polskim, ale momentami przejdę na mój język śląski ze stosownym tłumaczeniem, bowiem niektórych spraw nie można napisać po polsku.

Jak przeczytałam na końcu książki, Autor dżistnął na szlace na kole ( przewrócił się na rowerze na żużlu) w Krakowie, przy czym złamał rękę, miał dużo czasu i wówczas zaczęła kiełkować mu myśl o napisaniu książki Kajś. Życząc dużo zdrowia, „dziękuję owej złamanej ręce” , że natchnęła pana Zbigniewa do napisania swego dzieła. Wspaniałego.

Johanka kupuje książkę w 2020 roku, czyta teraz

Zbieram śląskie książki, po śląsku myślę, mówię, piszę. To moja Mała Ojczyzna, mom inksze spojrzynie ( mam inne spojrzenie) na wiele spraw. Podtrzymuję tradycje, by nie zaginęły , między innymi prowadząc tę stronę , pisząc po śląsku i nie tylko.

Trwa pandemia 10.2020, choruję. Po chorobie kupuję książkę na serwisie aukcyjnym.

Wracam do pracy po chorobie w listopadzie, lecz większość mojej załogi na kwarantannach lub opiekach. Muszę pracować po godzinach i nie mam czasu czytać – odkładam książkę na półkę.

Dzisio żera gańba żech tak zrobiła ( dziś wstydzę się bardzo tego co zrobiłam ).

Po gali NIKE 2021 w niedzielę 03.10.2021 wieczorem zaczynam lekturę. Niestety jest późno i nie kończę książki, lecz przeczytawszy 40 stron już wiem, że będę czytać dalej. I że to nie „byle co,” ale wspaniała lektura. Perełka.

Czytanie i refleksje

Pierwszy raz od długiego czasu zdarza mi się wyciągnąć heft ( zeszyt) i notować cytaty. Są bowiem takie zdania, które do mnie wracają, które rozważam, rozmyślam o nich. Mało tego, mam wrażenie, że pan Zbigniew wszedł w mój śląski umysł i wyartykułował to, co ja bym też powiedziała.

By rozwiać Wasze wątpliwości – książka jest napisana po polsku, autor wtrąca jedynie kilka słów w języku śląskim.

Uważam, że ta książka dla Ślązaków będzie bliższa, ale dla osób nie mających związku ze śląskością, będzie wspaniałym studium tego, czym śląskość jest. I pozwoli im lepiej nas zrozumieć. To jest wielki „plus” lektury.

Tożsamość śląska

Proces szukania swej tożsamości w domyśle „śląskiej” przez Autora sprawia , że nie tylko poznajemy historię regionu, ale również poprzez pryzmat losów jego rodziny ta historia staje się osobista.

Wzrusza nas ona do łez -niestety ślimtałach w taszyntuch (płakałam w chusteczkę ) w czasie czytania, momentami musiałam przerwać lekturę, przeżywając opisywane wątki. Autor realistycznie opisuje sielskie, proste życie swej rodziny, ale wątki tragiczne i wojenne są tak bardzo plastycznie opisane, to właśnie sprawiło,że nie mogłam spokojnie przejść do następnego rozdziału.Musiałam ochłonąć emocjonalnie i iść dalej.

Historia obejmuje czasu sprzed powstań śląskich-aż do dziś. Pojawiają się wątki historyczne -ogólne – polskie i światowe -na tle opisywanych losów bohaterów, które absolutnie nie nudzą, bo scalają fabułę.

Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na dramatyczne opisy z frontu wschodniego, ogólnie z wojny, na zachowania międzyludzkie,w trudnych czasach i paradoksy historii.

Dumą napawały mnie opisane postaci dzielnych śląskich kobiet,nie tylko z rodziny Autora, ale sąsiadek , przyjaciół rodziny – na przestrzeni wielu lat, przed i po wojnie, które pozbawione mężów, którzy byli albo na frontach lub w niewoli w Rosji albo zginęli- musiały dawać z siebie 200 % i wychować godnie dzieci.

Również opisy sytuacji dzieci śląskich po powstaniach śląskich bardzo mnie zasmuciły. Proces polonizacji dzieci w szkole, kiedy większość z nich nie znała języka polskiego, a jedynie godka ślonsko , a rodzice w żaden sposób nie mogli pomóc bajtlom ( dzieciom) w nauce, bo sami byli po szkołach niemieckich.

Podobnie było po wojnie , rugowano język śląski w szkole, nauczyciele byli przyjezdni, nie rozumieli tożsamości śląskiej, usiłowali nas Ślązaków przerobić na swoje. Autor przytacza wiele cytatów historyków, dziennikarzy, badaczy Śląska na ten temat. Podkreśla, że wszystko to było spowodowane brakiem zaplecza intelektualnego na Śląsku,brakiem nauczycieli „stąd”. Między innymi przyczynił się do tego brak odpowiedniej uczelni właśnie na Śląsku, uniwersytet w Katowicach powstał dopiero w 1968 roku!

Ja chodziłam do szkoły za Gierka, też byliśmy karani za mówienie po śląsku. Starano się nas wychować na polskich patriotów. Autor opisuje swoje losy w szkole i dualizm, jak się w szkole „mówiło” a w doma godało po naszymu ( w domu mówiło po naszemu ).

Koniecznie musicie poczytać jak autor opisuje wyprawę na „polskie piramidy” i „polskie wulkany”, obóz w Siemianowicach, opisy pewnej pani doktor, losy pewnej huty=losy „polskiego Czernobyla”.

Książka zawiera wiele zdjęć Śląska, często unikalnych lub wręcz perełek. Wiele z nich pochodzi z rodzinnego archiwum zdjęć Pana Zbigniewa.

Chciałabym podkreślić niezwykłą dbałość o szczegóły. Ogromna ilość cytatów, starannie wybranych , można rzec z pietyzmem, wzbogaca bardzo wartość książki. Jak wspomniałam, wiele ponotowałam.

Miło było mi przeczytać wspomnienie Oppeln czyli Opola, gdzie pewne panie z rodziny Autora pobierały nauki jako…akuszerki.

W czasie czytania pojawia się niedaleko ode mnie leżąca Góra Św. Anny nasz Annaberg. W jakim kontekście? Doczytajcie.

Czy Ślązacy to Niemcy czy Polacy? Ślązak czyli kto?

Autor opisuje różne punkty widzenia na ten temat, ale nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kim jest Ślązak , Polakiem czy Niemcem, a może odrębnym narodem ? Są wywiady z historykami, naukowcami, działaczami RAŚ, czy Mniejszości Niemieckiej. Ciekawy jest wątek miejscowości Cisek- doczytajcie.

Historia jest pogmatwana, Autor opisuje racje każdej strony i jak sam siebie postrzega jako „Polskiego Ślązaka”. Pisze o swojej rodzinie, znajduje wiele niespodzianek i dokonuje szokujących odkryć. Wiele z nich zmieni jego postrzeganie świata.

Czy istnieje język śląski?

Zbigniew Rokita opisuje walkę o uznanie języka śląskiego, przeprowadza wiele rozmów, pokazuje procesy dążenia do jego uznania, ale to musicie doczytać.

Są wątki polityczne, są opisane racje z kilku punktów widzenia.

Autor przedstawia literaturę śląską i opisuje rozmowy z autorami piszącymi po śląsku. To jest ciekawe.

Podsumowanie

Mam skromną nadzieję, że język śląski, tak ukochany przeze mnie będzie uznany oficjalnie jako język, że tak się stanie.

Jestem wdzięczna takim osobom jak Pan Poseł Łukasz Kohut, którzy wiele czynią by to się ziściło.

Nie muszam wom godać, jak byłach rada, kej usłyszałach przemówjynie w Europarlamencie po naszymu,

( Nie muszę Wam mówić, jak się cieszyłam, kiedy usłyszałam przemówienie w Europarlamencie po naszemu).

Chciałabym aby śląskość była postrzegana pozytywnie, jako nasze dziedzictwo kulturowe. Autor pisze, że Ślązacy już w większości nie stanowią monolitu. Wiele osób młodych, które śląski postrzegało jako „obciach”, albo używało w celach kabaretowych do wygłupów w szkole, zaczyna rozumieć, że to coś ważnego, z czego się nie szydzi.

Jest obecnie moda na śląskość, która nie powinna przemijać. Śląskie miasta się świetnie rozwijają, nie tracąc swego charakteru. Wracamy do korzeni, to jest wspaniałe.

Bo Śląsk nie je Kajś, ale w nos. ( bo Śląsk nie jest „Gdzieś” ale w nas).

Johanka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here