Czołg w Malborku -ocaleje czy nie- ustawa dezubekizacyjna po polsku…

0
2957
fot.Johanka

Byłam w Malborku w 2007 roku na ulicy Grunwaldzkiej .

Wówczas na czołgu, który stał na cokole na przeciw jednostki wojskowej – widniała wtedy gwiazda czerwona-symbol Armii Czerwonej oraz pamiątkowa tablica.

Śledziłam losy zabytkowego pojazdu wojskowego w lokalnej prasie.

W planach było zdjęcie tablic informacyjnych o żołnierzach Armii Czerwonej, które zastąpić miały informacje o dziale samobieżnym. Włodarze miasta chcieli w ten sposób zapobiec obowiązkowi usunięcia działa, który wynikałby z ustawy dezubekizacyjnej.

Było kilku chętnych na to działo, między innymi Muzeum Oręża Polskiego z Kołobrzegu. Wyznaczył je do tego jako instytucji odbierających tego typu zabytki – Instytut Pamięci Narodowej.

Do władz miasta napłynęło wiele ofert kupna zabytku od osób prywatnych.

Przypomnijmy , czołg to w rzeczywistości działo samobieżne ISU -122S.

Władze miasta twierdzą, że czołg to przecież nie pomnik, o którym mówi ustawa.

Malborskie władze miasta podnoszą,że czołg zostanie, gdyż z cokołu została zdjęta gwiazda, a sporne tablice z napisem: „Bohaterom Czerwonej Armii w XX rocznicę wyzwolenia miasta – Mieszkańcy miasta i powiatu malborskiego. Malbork 17 marca 1965 r.” są przecież zamalowane.

Starsi mieszkańcy Malborka przypominają , że czołg wjechał całkowicie sprawny na miejsce gdzie jest obecnie i miał polskie oznakowanie, numer boczny 1010 i białego orła na boku.

Podobno wjechał nim Pan st. chor. sztab Dominik Piasecki .

Innym pomysłem ominięcia ustawy byłoby utworzenie Muzeum Miasta Malborka.

Czas pokaże co wygra, rozsądek czy urzędowy tryb ustawy.

Johanka

fot.własne z 2007 roku

Poprzedni artykułPRZESTRZEŃ Z PERSPEKTYWĄ 60+
Następny artykułKalejdoskop dobrych miejsc
Moje zwiedzanie bez planu wzięło się z… pandemii. Ledwo przeżyłam ciężki Covid – a ze mną było naprawdę źle, do tego stopnia, że wydałam ostatnie dyspozycje życiowe. Kiedy się okazało, że jednak cudem przeżyłam, w wieku 49 lat postanowiłam, że będę żyła dniem dzisiejszym. Nie macie pojęcia jak smakuje jedzenie o 5 rano na parkingu leśnym, ciepła fasolka, wymieszana z klopsikami, bułeczki. My to nazywamy „KFC” (klopsiki, fasolka, ciabatta). Na 50ok.pl jestem ambasadorką aktywnego starzenia się. Pokazuję, że po pięćdziesiątce można (i warto!) ruszyć w Polskę, nawet skromnie, nawet bez wielkich planów. Niektórzy mówią, że moje teksty są terapeutyczne – dają kopa energii i poczucie, że „jeszcze da się”. Strona 50ok.pl różni się od moich i nie moich śląskich opowiadań na okiemjohanki.pl -tam jest bardziej literacko, nostalgicznie i gwarowo, ale łączy je to samo: autentyczność i ogromna sympatia do zwykłych ludzi oraz zwykłych miejsc. Kocham ludzi i ich serdeczność, wolę dostrzegać dobro w innych. Jestem "a dreamer" jak w piosence Lennona. Tu po prostu zamiast huty i Hyjdli mamy pomniki, ratusze i parkingu leśne o 5 rano. Jeśli lubisz śląski klimat – na 50ok.pl znajdziesz mnie : Johankę „po cywilnemu”, ale równie szczerą i ciepłą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj