Dzięki uprzejmości mojej przyjaciółki możecie się Państwo dowiedzieć,o unikalnych ciekawych zwyczajach i tradycjach świątecznych i nie tylko, dzisiaj część druga.

Wielkanoc

Dawniej wiarę stawiano na pierwszym miejscu, dlatego do każdych świąt też przygotowywano się starannie.

Jak wiadomo Wielkanoc w życiu katolika była bardzo ważnym świętem i zaczynała się już od Niedzieli Palmowej, kiedy podczas mszy świętej zostały poświęcone palmy i w zależności od kultury, jaka panowała w danej miejscowości różne gałązki drzew poświęcano razem z palmą.

Kamienica czynszowa Opole_ Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu_ fot. Johanka

Lyska , roznoszenie krzyżyków i piękna śląska modlitwa

U nas, prócz palmy święcono „lyskę,” czyli leszczynę.

Z palmy i tej „lyski” na Wielki Piątek robiono małe około sześciocentymetrowe krzyżyki, które roznoszono na pola, gdzie miały chronić przed suszą, powodzią, czy gradem, a w domu przed nieszczęściem.

W Wielkim Tygodniu pracowano w polu tylko do środy, aby nie sprowadzić na swoje pola nieurodzaju, ponieważ od Wielkiego Czwartku obowiązywała cisza.

W Wielki Piątek o czwartej nad ranem trzeba było trzykrotnie  przemyć twarz zimną wodą, a następnie iść z krzyżykami zrobionymi z poświęconej palmy i lyski.

Za każdym razem, kiedy wkładano krzyżyk w jakieś miejsce odmawiano modlitwę:

„Któryś cierpiał za nas rany…” oraz taką śląską modlitwę:

W Wielki Piątek wczas rano wielkie powietrze nastało. Gdy Żydzi wiedli Pana Jezusa po wodzie, sami szli po moście. Pan Jezus padł we woda i rozbił o kamień broda. Pytali go Żydzi: Panie, czy ci zimno, czy drżysz, czy się boisz. Nie zimno mi, nie drżę, nie boję się. Kto wspomni na moje pięć ran, nigdy mu nie będzie zimno nie będzie drżał i nie będzie się bał.

Modlitwę odmawiano raz w roku w Wielki Piątek, dlatego przez wiele lat roznosząc krzyżyki pamiętałam tylko pierwsze dwa zdania.

Babcia (matka ojca), która mnie tej modlitwy nauczyła wcześnie zmarła. Niemal każdego roku wszystkich wokół pytałam, ale nikt z dzieciństwa nie pamiętał tej śląskiej modlitwy, dopiero mój wujek Ernest zamieszkały w Frankenthalu odświeżył moją pamięć.

Kamienica czynszowa Opole_ Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu_ fot. Johanka

Tyle czasu szukałam, a nie pomyślałam o synu babci. Jestem mu bardzo wdzięczna.

Po rozniesieniu krzyżyków, należało przejść przez rzekę, jeśli była w pobliżu, albo zamoczyć nogi w zimnej wodzie.W domu matka przygotowała śniadanie i gorące łuski kakaowe z mlekiem do picia, bo kakao to był rarytas.

W Wielką Sobotę należało iść do Bożego Grobu i ucałować krzyż, a następnie w ciszy pomodlić się.

Dla małych dzieci podkładano jakiś cukierek, albo ciastko. Dzieci były przekonane, że słodycze podłożył wdzięczny za ucałowanie ran  Pan Jezus. Jeszcze za życia dziadków na święconkę zapraszano księdza.

Śmigus dyngus

Śmigus dyngus- dziewczyny tradycyjnie ochlapano wodą ze studni, a we wtorek po świętach dziewczyny lały wodą chłopaków. W pierwszy dzień świąt największą frajdą był zajączek.

Rodzice dyskretnie robili małe gniazda, a dzieci potem szukały          w trawie, czy na polu w którym zajączek grzecznym dzieciom dawał  trochę słodyczy.

Na świątecznym stole była babka, kolorowe jajka oraz wędliny. Jajka najczęściej barwiono obierkami z cebuli.

Richtig fajne ksionżki ło Ślonsku i nie tylko znojdziecie sam.

Kamienica czynszowa Opole_ Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu_ fot. Johanka

Wspaniałych wspomnień Marianny wysłuchała i zredagowała na potrzeby strony Johanka

Wszystkie fotografie : Johanka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here