Jak wiecie, tego lata znowu wyruszyłam na Wyprawę Johanki, ale tym razem trasa wiodła nie po Polsce wschodniej, ale na wybrzeże Bałtyku, poprzez część zachodnią naszego kraju, co będę państwu opisywała sukcesywnie.

Mam nadzieję, że państwo będziecie ze mną podróżować wirtualnie!

Wspomnienia a rzeczywistość

Ilekroć wracam myślami do Dźwirzyna, wspominam je z wielkim sentymentem. Jeździłam tam od dzieciństwa, gdyż zakład pracy taty miał tu swój ośrodek wczasowy. O tym napiszę dalej w felietonie.

Lata dziewięćdziesiąte w Dźwirzynie były czasem upadku wielu zakładowych domów wczasowych, bowiem liczne zakłady przemysłowe, zwłaszcza huty, kopalnie itd. pozbywały się „balastu” kosztowego, jakim były zakładowe ośrodki wczasowe.

Wówczas, zgodnie z modnym trendem – nawołującym do bycia aktywnym, Polacy brali swój los i działalność gospodarczą we własne ręce. Wielu mieszkańców i innych osób, na bazie kupowanego za grosze sprzętu, inwestowało w pokoje gościnne, domy na wynajem, co było krokiem milowym w rozwoju miejscowości.

Jak przysłowiowe grzyby po deszczu rozwijało się niegdyś malutkie  Dźwirzyno.

Jedyne co do dzisiaj pozostało niezmienione, to droga składająca się z betonowych płyt, kiedyś były płyty takie ażurowe, ale obecnie są całe betonowe. Myślę, że jest to związane z tym, że jest nasilony ruch samochodowy, a 40 lat temu przecież mało kto miał auto.

Niepokojące jest to, że obecnie ludzie jeżdżą szybko po tej nawierzchni, co jest nieodpowiedzialne ale i niebezpieczne. Hałas auta przejeżdżającego z dużą prędkością z daleka jest słyszalny jakby jechał pociąg w oddali, a w Dźwirzynie nie ma pociągów, dopiero w Kołobrzegu.

Port w Dźwirzynie

W latach PRL, lokalny port był pełen kutrów, za parę groszy kupowało się ryby: sandacze ( z pobliskiego jeziora), turboty, flądry. Mój tata patroszył i je przygotowywał je, a my z mamą piekliśmy je na kuchence elektrycznej na balkonie (!) i jedliśmy w ośrodku wczasowym. To były inne czasy. Uwielbiałam chodzić do portu po świeże ryby z tatą. Zawsze na wczasy braliśmy baniak oleju , bo były wówczas już braki w zaopatrzeniu i wchodziły kartki na żywność.

Wspominam, że zawsze pełno mew i rybitw, które wyjadały wyrzucone za burtę małe ryby, czy resztki z kutrów, pamiętam ten „zapach”, te masy sieci które rozplątywały żony rybaków.

Zaprzyjaźniony pan rybak mieszkający koło portu pozwalał mi wchodzić na kuter, kiedy on tatą rozmawiali, ja siedziałam na nieziemsko śmierdzącym rybami kutrze i głaskałam pieska pana rybaka o wdzięcznym imieniu – Puszek. Był biały i puszysty, a ja zupełnie zwariowałam na jego punkcie. Nie przeszkadzał mi zapach ryb, byłam w siódmym niebie głaskając tego pieska. A on też, miałam wrażenie, że był złakniony pieszczot.

Obok portu była mała przystań, obecnie wypływa w rejsy statek wycieczkowy, niezwykła atrakcja. Dawniej statek wypływał na rejsy o zachodzie słońca.

Duża, przestrzenna plaża w Dźwirzynie jest jedną z najpiękniejszych w Polsce.

Tereny wokół plaży zagospodarowano nie tylko na ścieżki rowerowe ale i siłownie na świeżym powietrzu i szereg tras, gdzie można uprawiać Nordic Walking. Ciekawostka: ten licznik liczy przejeżdżające rowery!

Port w Dźwirzynie jest też inny, niż z czasów mojego dzieciństwa – dawny most w kierunku Mrzeżyna, gdzie była jednostka wojskowa, jest zmieniony na nowoczesny, no i nie ma jak kiedyś specjalnych przepustek, jak się wjeżdżało na teren wojskowy, a plaże, niegdyś na terenie jednostki, są już dostępne. Jest nawet karuzela i smażalnie, port jest typowo turystyczny. 

Dziś takie wspomnienia a rzeczywistość to dwa światy. Jest tylko bodajże jedna para kutrów, które łowią ryby , trafiające na patelnie pobliskich smażalni, nie ma oprawiania ryb na brzegu portu. Jedyne co zostało, to moje wspomnienia i sentyment oraz wszechobecne mewy.

Typowe miasteczko nadmorskie i znane towary

Miasteczko ma dużo stoisk handlowych z tanią książką i tzw. pamiątkami, każdy znajdzie coś dla siebie.

Dla dzieci są mini salony gier, flipery i inne atrakcje np. karuzele lub nadmuchiwane  obiekty do skakania i zabawy. W wielu obiektach są koncerty różnych artystów i dancingi.

Obecna poczta wygląda nowocześniej niż pamiętam z PRL, często w domach mieszkańców są małe sklepiki, ale istnieją dwa dyskonty, czynne w sezonie całą dobę. Jest wiele jadłodajni oferujących domowe obiady.

W kilku lokalizacjach są bankomaty, nie ma problemów z dostaniem się do gotówki.

Kościół w Dźwirzynie

W Dźwirzynie jest piękny, niewielki drewniany kościół ozdobiony rzeźbami lokalnego artysty, z niezwykłym klimatem – zwłaszcza wieczorem, dzięki podświetlanemu obrazowi na ołtarzu.

Kwatery, pokoje wczasowe i campingi na każdą kieszeń

Miasteczko sprzyja wypoczynkowi rodzinnemu. Oferty wczasów są dla każdego, nawet senior znajdzie coś dla siebie. Wiele obiektów także zapewnia zniżki dla dzieci i seniorów. Niektóre z nich tolerują pobyt z zwierzakiem, za niewielką opłatą.

Domy wczasowe i ośrodki letniego wypoczynku często są blisko morza, przeważnie wzdłuż głównej drogi , w otoczeniu lasów, w większości sosnowych.

Ja tym razem „powróciłam do PRL”, przybyłam na parking Biała Mewa, gdzie za niewielką opłatą zaparkowaliśmy busa, rozbiliśmy namiot. Posiłki gotowaliśmy na kuchence gazowej ( podgrzewaliśmy gotowe dania ).

Ośrodek mieści się zaraz przy wjeździe do Dźwirzyna. Jest położony niedaleko plaży, wśród drzew, paręset metrów od dyskontu czynnego 7 dni w tygodniu. Są prysznice, umywalki, można umyć naczynia, są zlewy i ciepła woda.

Jest przemiła obsługa. Każdy otrzymuje kartę, która elektronicznie otwiera szlaban, by wyjechać autem z ośrodka i samemu wrócić. Czystość, cisza i brak pijanych turystów, sielsko i anielsko chciałoby się powiedzieć.

Obok campingu jest parki linowy i bankomat.

Dawny ośrodek Huty im. Karola Świerczewskiego w Zawadzkiem , obecnie Rybitwa.

Byłam wielokrotnie z rodzicami w naszym ośrodku, mieliśmy jako huta na spółkę z jakimś zakładem z Gliwic, ale nie pamiętam jakim. Typowy dom wczasowy miał deski na balkonach zamiast obecnych kutych prętów, jeden od drugiego oddzielała ażurowa drewniana ścianka. Na balkonie smażyliśmy przyniesione z portu ryby, by nie było zapachów na cały ośrodek. Oczywiście, obok domu była stołówka, do której szło się do drugiego budynku.

Obok ośrodka było boisko, a kamiennymi schodkami szło się na plażę. Obecnie ośrodek, niezwykle zadbany nazywa się Rybitwa. Zobaczcie kompilację zdjęć z przeszłości i obecnych.

Jezioro Resko Pomorskie dodatkową atrakcją !

Dużym atutem dla Dźwirzyna jest niedalekie usytuowanie Jeziora Resko Przymorskie, gdzie można nie tylko spacerować, ale uprawiać sporty wodne, kajakarstwo i podobne.

W 1983 roku podczas prac archeologicznych około 500 metrów na wschód od kanału portowego łączącego Bałtyk z jeziorem odkryto ślady latarni morskiej i niewielkiej przystani, funkcjonującej tutaj pod koniec średniowiecza i w okresie nowożytnym (XV-XVI wiek).

Aktywny wypoczynek i rowery

Na jazdę rowerem też jest miejsce. Istnieje tam również lokalna wypożyczalnia rowerów i pojazdów na pedały, nawet 4 osobowych, niezwykle popularna w sezonie urlopowym, aktywny wypoczynek, to jest to!

Wszędzie jest masę ścieżek rowerowych niedawno wybudowanych. Komfort, sport i wypoczynek w jednym.

Niedaleka odległość od Kołobrzegu ( 17 km) pozwala korzystać z taniej komunikacji miejskiej.

Na terenie miejscowości jest ośrodek sportowy, z którego też można skorzystać. Są boiska i wypożyczalnia sprzętu sportowego.

Podsumowanie

Dźwirzyno na wiele cech typowego nadmorskiego miasteczka, ale jest warte ruszenia się z kanapy.

Wiecie, że ja – jak zawsze zachęcam do podróżowania.

Chociaż pandemia nas przystopowała i ukróciła nasze ambicje turystyczne, to warto choć trochę pozwiedzać.

Każdy aktywny senior, całe rodziny znajdą tu coś dla siebie. Nie ma dużej ilości hałaśliwych dyskotek. Masa jadłodajni z domowym jedzeniem z tanim menu. Wiadomo, nie da się uniknąć tego rodzaju rozrywki. Ja byłam pod koniec sezonu, było spokojnie i cicho.

Tanie wczasy? Tak, jak najbardziej, to tu.

W przyszłym roku również pojadę.

Johanka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here