Pomnik dzika „Kiełka” – Kielce

0
3866

Będąc w Kielcach w maju, 14 maja w samo południe, w upale – bardzo dużo zwiedzaliśmy, a kiedy nogi Johanki wysiadły i cała reszta też – siadłam na ławce koło Katedry w Kielcach regenerując siły, a małżonek Johanki „pobiegł” szukać rzeźby dzika, o której przeczytał na internecie. Szczerze mówiąc, myślałam , że się wygłupia, że mnie nabiera.

Piszę teraz „pod stołem” i odszczekuję moje niedowierzające wypowiedzi jakie wyartykuowałam wcześniej…Jak zobaczyłam te zdjęcia, przysłowiowa szczęka mi opadła z wrażenia. Teraz to ja postanowiłam poszukać co to za pomnik.

Pomnik dzika „Kiełka”

Niedaleko Biura Wystaw Artystycznych, na Placu Artystów w Kielcach postawiono pomnik dzika „Kiełka”, który nawiązuje do legendy o powstaniu Kielc. Wokół pomnika, umieszczono tablice z płaskorzeźbami, które treścią nawiązują do tej legendy, którą przytoczyłam poniżej. One niejako „opowiadają” ją.

Pięknie oddany artystycznie dzik Kiełek zdobi to miejsce od listopada 2006 roku, rzeźba jest fascynująca, można ją oglądac z 6 stron. Artysta , autor rzeźby pan Bolesław Michałek tworzył omawianego „dzika” w pracowni w Beskidach, w Istebnej. Tam pewnego razu odwiedziły go dzieciaki z szkoły w Jaworzynce, które na poczekaniu wymyśliły imię dla dzika ” Kiełek”. Sama rzeźba jest wykonana ze specjalnego rodzaju piaskowca, zwanego „muchacz”.

Może nie wygląda, ale rzeźba waży 4,5 tony!!! Jak doczytałam, sam transport na miejsce był w przygodami, samochód transportujący wpadł w poślizg i wylądował w…rowie.

Całe szczęście, że nikt nie ucierpiał i teraz piękny dzik spogląda na nas w wysokości 2,2 m. Naprawdę warto zobaczyć na własne oczy, małżonek powiedział, że następnym razem  jak będziemy w Kielcach, a na pewno będziemy, zaprowadzi mnie na to miejsce.

Legenda o powstaniu Kielc

Legenda wiąże powstanie Kielc z Mieszkiem, synem Bolesława Szczodrego. Przed ponad 900 laty w miejscu, gdzie dziś leży stolica województwa świętokrzyskiego, były nieprzebyte, pełne zwierzyny lasy, które przyciągały myśliwych. Polował tu także Mieszko. Kiedy w pogoni za zwierzyną zgubił swoich kompanów, wyjechał na nieznaną polanę i strudzony zasnął w trawie. Przyśniło mu się, że został napadnięty przez zbójców, a ci usiłują wlać mu do ust truciznę. Gdy zaczął już tracić siły, nagle objawił mu się św. Wojciech, uniósł pastorał i na ziemi nakreślił kręty szlak, który przemienił się w strumień wody. Mieszko obudził się, nieopodal ujrzał źródło. Woda w nim była smaczna, przejrzysta, taka jak we śnie. Poczuł przypływ nowych sił i szybko odnalazł swój orszak. Odjeżdżając z polany Mieszko zauważył ogromne, białe kły nieznanego zwierzęcia, być może dzika. Zapowiedział, że wybuduje tu gród z kościołem. Niedługo potem zbudowano w sercu puszczy osadę. Na polanie postawiono kościół pw. św. Wojciecha, a strumień, z którego woda przywróciła księciu siły, mianowano Silnicą. Osadę nazwano zaś Kiełce – na pamiątkę znalezionych tajemniczych kłów. Nazwa z biegiem czasu przekształciła się w Kielce.

źródło:https://pl.wikipedia.org/wiki/Kielce#Etymologia

Podsumowanie

Opisałam już kieleckie Muzeum Zabawek , Pomnik Henryka Sienkiewicza, zapowiadam kolejne felietony o Kielcach, gdzie koniecznie muszę wrócić, bo warto!

Nie siedzimy na kanapie , podróżujmy, nawet bez planu, ja my z Małżonkiem. Polska jest piękna.

Johanka

Poprzedni artykułBarczewo -piękne miasto z wieloma kościołami i…zakładem karnym
Następny artykułLelów – wieś (dawniej miasto) – wielu kultur
Moje zwiedzanie bez planu wzięło się z… pandemii. Ledwo przeżyłam ciężki Covid – a ze mną było naprawdę źle, do tego stopnia, że wydałam ostatnie dyspozycje życiowe. Kiedy się okazało, że jednak cudem przeżyłam, w wieku 49 lat postanowiłam, że będę żyła dniem dzisiejszym. Nie macie pojęcia jak smakuje jedzenie o 5 rano na parkingu leśnym, ciepła fasolka, wymieszana z klopsikami, bułeczki. My to nazywamy „KFC” (klopsiki, fasolka, ciabatta). Na 50ok.pl jestem ambasadorką aktywnego starzenia się. Pokazuję, że po pięćdziesiątce można (i warto!) ruszyć w Polskę, nawet skromnie, nawet bez wielkich planów. Niektórzy mówią, że moje teksty są terapeutyczne – dają kopa energii i poczucie, że „jeszcze da się”. Strona 50ok.pl różni się od moich i nie moich śląskich opowiadań na okiemjohanki.pl -tam jest bardziej literacko, nostalgicznie i gwarowo, ale łączy je to samo: autentyczność i ogromna sympatia do zwykłych ludzi oraz zwykłych miejsc. Kocham ludzi i ich serdeczność, wolę dostrzegać dobro w innych. Jestem "a dreamer" jak w piosence Lennona. Tu po prostu zamiast huty i Hyjdli mamy pomniki, ratusze i parkingu leśne o 5 rano. Jeśli lubisz śląski klimat – na 50ok.pl znajdziesz mnie : Johankę „po cywilnemu”, ale równie szczerą i ciepłą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj