Dzisiejszy felieton powstał podczas wywiadu z moją przyjaciółką, który mnie zainspirował do przelania myśli i niezwykłej rozmowy na papier.

Opowieść Krystyny

Kiedyś bardzo żeśmy się wstydzili wsi, bo wieś była bardzo poniżana”.

Gdybym wtedy miała ten rozum co teraz, to inaczej bym reagowała na różne przykrości i głupie sytuacje, które mnie osobiście dotknęły.

fot.Johanka

Bytom i familoki

Pamiętam, jak ciotka w Bytomiu  mnie przedstawiła sąsiadce w familoku, że ze wsi na wakacje na parę dni przyjechałam.

fot.Johanka

A sąsiadka z taką ironią mówi; „ a jo myślała co to za gość bydzie, że Agnes  tak glancuje,a to yno ty dziołcha przyjechałaś”

We mnie aż zawrzało ( złość w sobie ), a ciotka była cicho, bo akurat ta sąsiadka jej doglądała dzieci, kiedy były małe.

fot.Johanka

Nieraz wyroby ze świniobicia przywiozłam, a ciotka dawała jej też skosztować krupnioków. Sąsiadka na to, że „ my na wsi momy się dobrze”, bo oni w kolejkach muszą stać, a my mamy wszystko w domu.

Górnośląskie krajobrazy

Ja uwielbiałam miasto, ale tam okna wychodziły wprost na hutę. Jak to na Górnym Śląsku.

Każdy dzień zaczynano od zbierania sadzy na parapetach.

Niemal pełna szufelka i tak parę razy w ciągu dnia, ale to było przecież „miasto”.

Mieliśmy na wsi  w domu łazienkę i ubikację, a oni w familoku wspólny „kibel” na korytarzu,ale liczyło się, że w papierach mieli wpisane :”miasto”.

Tarnowskie Góry i rodzina

Do Tarnowskich Gór też jechałam, bo tam miałam dwie ciotki, wujka i kuzynostwo, ale najczęściej spałam u  ciotki Hyjdli ( Jadzi) , bo  była samotną wdową.

Dom, gdzie ciotka Hyjdla wynajmowała mieszkanie stał przy samych torach kolejowych.

Jak pociąg jechał to herbata w szklance się ulewała, bo tak trzęsło i łóżkiem także.

fot.Johanka

Ciotka się cieszyła z mojego przyjazdu, ale poniekąd była pazerna, bo moja mama jej przysłała to kurę, masło, mięso, jajka  itd. z tzw. wsi.

Fałszywa koleżanka

Natomiast córka tej gospodyni  na początku patrzyła na mnie z taką niechęcią. Jednakże  na drugi dzień  się „skumplowała” ze mną.

Nie byłaby jednak  sobą, by mi nie dokuczyć – zatem , jak szłyśmy przez miasto i spotykała swoich znajomych, mówiła im wszystkim, że do ich lokatorki dziewczyna ze wsi przyjechała. Czyli ja. Myślałam, że się spalę ze wstydu –  tak nienawidziłam wtedy tej wsi.

fot.Johanka

„Wiejskie zajęcia” okiem „miastowych”

Pytała, co robię podczas wakacji, a ja odpowiedziałam, że gęsi muszę paść.

Więc ona, wielka pani z miasta pytała:- a jak one wyglądają ?

Była zdziwiona, że nie chodzę do kina, teatru , tylko w pole. I to pracować! Za darmo!

Oj, gdybym miała teraźniejszą śmiałość, kiedy się ze mnie i mojego pochodzenia wyśmiewano, bo bym powiedziała tej panience, że to jej „ miasto” to mojej ukochanej wiosce do pięt nie dorasta.

fot.Johanka

Dzisiejsza wieś ma inne oblicze

My na wsi już teraz mamy „wszystko”: bo jest prąd, gaz, telewizja i wszelkie wygody, których niektórzy nawet w mieście nie posiadają, ale wieś w oczach „miastowych” będzie miała zawsze ten „niższy poziom” .

Ja całe życie marzyłam o zamieszkaniu w mieście, ale wyszło jak wyszło.

Mieszkam na wsi, nie żałując ani dnia, ani minuty, ani grama sadzy z wspomnianego  ciotki parapetu.

Żyję w zgodzie z naturą, spokojnie. Bo wieś ma w sobie swój urok, nie ma gonitwy, hałasu i smogu.

I nawet wiejskie „zapachy” z gospodarstw rolnych mi nie przeszkadzają.

Bo tu jest moja Mała Ojczyzna.

Wspomnienia Krystyny spisała Johanka

Ciekawe książki o podobnej tematyce znajdziecie tutaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here