Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami moim przeżyciem, 23 listopada moja Iwi odeszła za Tęczowy Most. Nie umiem tego pojąć, jak mogło się to stać, ale widocznie taki był los…Jestem bardzo smutna i cierpię.Chyba jak każdy właściciel psa. Iwi była z nami 12 dobrych lat.

Szczeniaczek w domu

Kiedy w 2009 roku moja teściowa załatwiła mi pieska, byłam w siódmym niebie, jak i moje dzieci. Córka i syn od razu pokochali Iwi.

Iwi była prawie pudelkiem, jej mama Orisa była pudelką rasową, ale tata wiejskim kundelkiem, o szczególnym charakterze i temperamencie.

Rufio, ojciec Iwi fot.Johanka

Nowy członek rodziny

Iwi wniosła dużo radości do naszej rodziny i domu. Zaczęliśmy być aktywni, chodziliśmy na częste spacery. Ja pracowałam wtedy na pół etatu i mogłam wcześnie wracać, by zająć się pieskiem.

Od początku Iwi nie chciała jeść suchej karmy, gotowaliśmy jej podroby i różne frykasy. Lubiła obgryzać kości ze schabu, nieraz „walczyła” z nią dwa – trzy dni. Miała psie niebo za życia.

Cały świat kręcił się wokół tego mądrego psa, Iwi dała się lubić. Nawet niektórzy członkowie mojej rodziny, którzy nie przepadali za psami, lubili ją. Ona nie szczekała, chyba że była mocno wystraszona. Bała się młodzieży w kapturach, zwłaszcza , gdy bluzy były jasne. Kiedyś wieczorem się wystraszyła, jak wyszli z mroku i tak jej zostało.

Śmialiśmy się że jest psem „bojowym”, a ona była łagodna jak baranek. Lubiła jeździć autem, na rowerze w koszyku z pańciem, którego ukochała bardziej niż mnie.

Jeździliśmy z Iwi do salonu psiej piękności, gdzie pani Ola cudowna osoba pięknie obcinała mą pupilkę. Nawet kilka zdjęć Iwi wisi u pani Oli.

Iwunia pojechała z nami nawet na wczasy nad morze, był to wrzesień, dla niej w sam raz. Chodziła za nami krok w krok, cieszyła się jesiennymi wakacjami.

Od dwóch lat była wnoszona i znoszona na nasze 4 piętro, bo była za stara i za ciężka na jej nóżki, by wejść. Kochałam ją.

Los tak chciał…

Niestety, po cieczce doszły kłopoty zdrowotne i po operacji ratującej życie , Iwi odeszła. Nie obudziła się.

Nie umiem opisać mojej rozpaczy, to trzeba przeżyć, by zrozumieć.

Postanowiłam, że ze względu na mój wiek oraz fakt, że mieszkam na 4 piętrze już nie mieć psa.

Pies to odpowiedzialność. Wspieram lokalne stowarzyszenie , które pomaga psom, to moja wdzięczność dla nich za wszystko co robią.

Nie umiem opisać wszystkich uczuć, jakie mam po odejściu mojego pieska.

Chciałabym zadedykować ten artykuł jej pamięci.

Żegnaj Iwi, biegaj za Tęczowym Mostem.

Johanka

Iwi w Mrzeżynie _fot. Johanka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here